środa, 2 czerwca 2010

Zepsułam Dzień Dziecka...

...Kornelowi i bardzo mi z tym źle:( Było super do wieczora, kiedy to odkryłam, że po raz kolejny w tym tygodniu nie tknął w szkole kanapek i zabroniłam mu  objecanego wyjścia z Mariuszem do Mc Donalds. Wiem, że czekał na to świństwo, bo ja omijam takie miejsca szerokim łukiem, ale wściekłam się z bezradności, bo nie mam już pomysłu, jak zmienić jego dietę... Gdyby mógł jadłby tylko śmieci... Staram się robić mu zdrowe i pyszne śniadania a on zamienia się z kumplami na... suche zupki chińskie!!! ehhh... brak słów...

wtorek, 1 czerwca 2010

Dzień dziecka!

Jeden z moich ulubionych dni w roku:)
Pewnie dlatego, że wciąż tak wiele mam z dziecka... Cieszę się z życia, jak dziecko. Zachowuję często, jak dziecko. Jak dziecko, nie potrafię ukrywać uczuć...
Dla moich skarbów zaplanowałam cudowny dzień.
Uwielbiam robić im niespodzianki, bo są uroczo wdzięczne za każdy, najmniejszy gest.
Kocham moje dzieci nad życie!!!
I jestem z nich taka dumna:)

ps. zmykam gotować zamówiony rosół i piec pavlovą:)

poniedziałek, 31 maja 2010

mimo wszystko...

Szkoda mi tego wyjazdu bardzo ale życie musi toczyć się dalej. Choć mam mętlik w głowie i naprawdę nie wiem, w kórym kierunku powinnam teraz iść, wciąż się uśmiecham. A to chyba dobrze. (No chyba, że mi tak bardzo padło na łeb hehe)
W Bergen dziś świeci piękne słońce... a w Paryżu leje;)

niedziela, 30 maja 2010

Paris, Paris...kurwa

Właśnie powinnismy lądować w Paryzu. Na walentynki kupiłam nam bilety na romantyczny wyjazd... tylko we dwoje. I naprawdę bardzo chciałam tam polecieć. Ale faceci naprawdę są z Marsa albo nawet ze Snickersa... Tak się pożarliśmy, że masakra. Bilety przepadły, ja mam wkurwa na maxa i 100 lat mi nie przejdzie. Ja pierdolę, czemu małżeństwo to taka skomplikowana instytucja???




FUCK!!!

sobota, 1 maja 2010

Chory świat:(

Dziś rano pod policką dyskoteką jakiś pierdolony debil  jednym ciosem noża zabił mojego kuzyna. Marcin miał 21 lat, sportową karierę przed sobą, głowę pełną marzeń, cały świat u stóp... Morderca zadał znienacka jeden cios w serce i uciekł. Nie mogę się otrząsnąć. Kilka dni temu rozmawialiśmy... Na jego opisie gg wciąż: "Czasem w klub idziemy, wtedy znów pijemy, żeby z dup tych panien zdjąć piżamy... Z ekipą:-D"

Mam nadzieję, że po tamtej stronie też jest szczęśliwy...

wtorek, 20 kwietnia 2010

Sharm el Sheikh, kwiecień 2010















































W końcu się doczekałam:) Tydzień świąteczny spędziliśmy w Egipcie. To moje pierwsze święta tam... i raczej ostatnie. Chyba jednak jestem tradycjonalistką i nie bardzo pasowało mi aż takie oderwanie od rzeczywistości. Co prawda miałam ze sobą koszyczek ze święconką, dzieci odwiedził zajączek i śmingus-dyngus był wyjątkowo mokry... ale brakowało mi świątecznego stołu, przyjaciół, atmosfery, wiosny:-) Największy półmisek cudownych owoców morza nie był w stanie zastąpić żurku, sernika i pieczonej karkówki. Nie w święta... Chyba za długo mnie tam nie było, bo po przylocie miałam wręcz problem z odnalezieniem się. Włóczyłam się po old markecie i za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć, za co kocham Egipt. Na szczęście ten stan szybko minął, tak jak szybko mijały kolejne dni tygodnia, a nam coraz smutniej było, gdy zbliżał się dzień powrotu. Podsumowując tydzień był cudownie słoneczny, romantyczny i błogo leniwy. Do pełni szczęścia brakowało nam tylko towarzystwa. O wiele lepiej odbiera się Egipt z rozrywkową ekipą i promilem we krwi:-)

niedziela, 11 kwietnia 2010

Katyń 2010


10 kwietnia o 8:56 w Smoleńsku rozbił się samolot rządowy. Na pokładzie była para prezydencka, politycy, generałowie oraz załoga. Nikt spośród obecnych w samolocie nie przeżył katastrofy. Lecieli na obchody 70 rocznicy zbrodni katyńskiej...
Gdy dowiedziałam się o tragedii, byłam przekonana, że to sprawka Putina. Że po raz kolejny chciał pokazać światu, jaką ma władzę. Jak jest zdolny do wszystkiego. Być może to niesprawiedliwe, ale nie mogę wyzbyć się tego przekonania. Doszukuję się triumfu w jego oczach, choć bardzo chcę wierzyć, że świat nie może być aż tak zły...


Mimo, że nie głosowałam na Lecha Kaczyńskiego wiem, że to był Nasz Prezydent. Czuję ogromny smutek a jednocześnie wtyd, że często szydziłam z niego i jego żony i krytykowałam ich niesprawiedliwie. Ktoś wczoraj w tv powiedział, że to najbardziej niedoceniony polityk. I miał rację. Paradoksalnie, jego śmierć dopiero wyniesie go na karty historii jako wielkiego patriotę i dobrego przywódcę. Niech spoczywa w pokoju...

Współczuję z całego serca rodzinom wszystkich ofiar katastrofy...

Już po raz drugi czuję się w Norwegii jak sierota. Pierwszy raz, pięć lat temu, gdy odszedł nasz Papież, Jan Paweł II... i teraz, gdy niespodziewanie odeszli reprezentanci naszego kraju. Cała Polska pogrążona jest w żałobie a w Norwegia żyje jak gdyby nigdy nic. Z jednej strony nie ma się co dziwić... ale ciężko w takiej chwili być z dala od ojczyzny.