wtorek, 6 stycznia 2009

moja prawda, najmojsza...

"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj..."

Mark Twain

niedziela, 12 października 2008

Wróciliśmy...











Wrócilismy a tu... piąty dzień leje:-(
Masakra...
Majorka nas zachwycila... To nie tylko knajpy i dyskoteki jak sobie wyobrażalam ale i spektakularne widoki, dziewicze tereny, ciekawe obiekty. Pogoda dopisala cudnie(choć tydzień przed naszym przylotem i tydzień po wylocie lalo i wialo), hotel dostalismy
R E W E L A C Y J N Y (choć zaplacilismy smieszne grosze i spodziewalismy się szczurowni) Tylko nastroje mielismy nie bardzo i zmarnowalismy kupę czasu na glupie klótnie:-(
Zwiedzilismy stolice wyspy Palmę de Mallorca i malownicze miejscowosci i porty od Alcudii do Valldemossy. Ta ostatnia mala miejscowość wśród gór Sierra de Tramuntana zrobila na nas niesamowite wrazenie. To tutaj w listopadzie 1839 roku przebywał Fryderyk Chopin na potajemnej schadzce z francuską pisarką George Sand i od tamtej pory czas tam sie chyba zatrzymal. Spacerując wąskimi, ukwieconymi uliczkami mialam wrażenie, że za chwilę spotkam się z kochankami twarzą w twarz...

„Jestem w Palmie między palmami, cedrami, kaktusami, oliwkami, pomarańczami, cytrynami, aloesami, figami, granatami itd. Co tylko Jardin des Planes ma w swoich piecach. Niebo jak turkus, morze jak lazur, góry jak szmaragd, powietrze jak w niebie. W dzień słońce, wszyscy letnio chodzą, i gorąco; w nocy gitary i śpiewy po całych godzinach. Balkony ogromne z winogronami nad głową, mauretańskie mury. Wszystko ku Afryce, tak jak i miasto, patrzy. Słowem, przecudne życie. (...) Mieszkać będę zapewne w przecudownym klasztorze, najpiękniejszej pozycji na świecie: morze, góry, palmy, cmentarz, kościół krzyżacki, ruiny moskietów, stare drzewa tysiącletnie oliwne. A, Moje Życie, żyję trochę więcej... Jestem blisko tego, co najpiękniejsze”. Tak napisał Fryderyk Chopin swojemu przyjacielowi tuż po przybyciu na Majorkę w 1839 roku...
Majorka sama w sobie jest piękna i oferuje z pewnoscią o wiele więcej ciekawych do zobaczenia miejsc. Na dobrą sprawę jednak sama Valldemossa wystarczyłaby by wyspa była warta odwiedzenia i na pewno jeszcze tam wrócimy - co do tego jestesmy zgodni, a to niezwykla żadkosć w naszym burzliwym związku;-)

wtorek, 23 września 2008

Majorka!!!

"Przed każdą podróżą czuję dreszcz oczekiwania i wyobrażam sobie kogo spotkam po drodze, jak będą pachniały lokalne dania i w liściach jakich drzew będzie szumiał wiatr. Przeżywanie w wyobraźni daje pierwszą wielką przyjemność, ale nie można tego porównać do chwili, kiedy samolot dotyka płyty lotniska, otwierają się drzwi i... pierwszy oddech, smakowanie nowych owoców, radość i chęć odkrywania nieznanego świata"
Beata Pawlikowska

Po wielu nieprzespanych nocach, godzinach przy komputerze, nerwach związanych z rezerwacją i jej anulowaniem zupelnie niespodziewanie zmienilismy wszystkie plany, na strate przeznaczylam bilety do Krakowa, odwolalam Egipt i za tydzien lecę z moją rodzinką na Majorkę:) Cieszę się bardzo, przyda nam się ten wyjazd bardzo. Ostatnio kilka miesięcy non stop mielismy gosci, fajnie bedzie pobyczyc sie w ostatnich tego roku promieniach slońca. No, może przedostatnich, na listopad zarezerwowalismy 2 tygodnie w Egipcie. Zwariuję ze szczęscia!!!

piątek, 29 sierpnia 2008

Basia wróciła!!!





Wczoraj wieczorem witalysmy Basie na lotnisku! Byla prawie pól roku w Polsce! Zdążyla zdac egzamin na prawko a my zdazylysmy sie baaardzo stęsknić. Przebralysmy sie w Kornela stroje karnawalowe hihihi Sylwunia byla pszczólką a ja ch... wie. Plaszcz drakuli, czapka mikolaja i makijaż czarny mocno rozmazany:)
Wparowalysmy z wielkim transparentem, spiewem na ustach, różą w zębach i kierownicą od Audi w prezencie. Tlum na lotnisku mial zajebiste miny a Basia... To trzeba bylo zobaczyc!!! Siedziala zszokowana z miną pt: kurwa, znowu jestem w tym pojebanym kraju, pelnym debili!!! Bylysmy juz przekonane, ze wcale jej nie ucieszyla nasza niespodzianka i jest wsciekla, ze tam przyjechalysmy. Dopiero jak podbieglysmy blisko i krzyknęlam: Basiu, to my, pojebane!!! -zaczela przygladac sie nam blizej i zaskoczyla, ze to my!!! Wysciskalysmy ja mocno i odprowadzilismy do auta. Marcin mial powazne plany na wieczor;-) Od razu wstąpilo w niego życie, on naprawde bardzo tesknil i ostatnimi czasy chodzil bardzo struty. Teraz wszystko wróci do normy, znów bedziemy sikac z ich kawalow na imprezach... Tak sie ciesze, ze wrócila!
A z jej miny sikalam wczoraj jeszcze dlugo... dzis tez mnie skreca, jak sobie przypomne. Nie mamy niestety filmu z calego zajscia bo nasza kamerzystka Kamilka pomylila przyciski i nic sie nie nagralo:( Ale pewnie niedlugo na youtobie bedzie mozna znalezc nasze wyglupy nagrane na kamery przemyslowe hihihi Po calej akcji pojechalysmy do domku, po drodze tankujac auto, Pani z obslugi na nasz widok zaknęla drzwi i pogasila swiatla hihi
Kuźwa, my nie jestemy normalne:-D


3 dni temu po 3 miesiacach wrocila z Afryki Aga ale nie chciala nam podac godziny przylotu, chyba przeczuwala, ze mozemy jej narobic siary w miejscu pracy buhahahah
Cieszę sie bardzo, ze juz wszyscy sa w komplecie, trzeba jak najszybciej zakrecic gdzies nóżką:-)


Przyjaciel, to ktos, kto wie o tobie wszystko i nie przestaje cie kochać...

środa, 27 sierpnia 2008

Laleczka ma dziś urodzinki!!!



Już 3 latka ma mój skarbus! Ale ten czas leci!
Obudzilimy ją z Nelkiem delikatnym 100 lat! Jak zobaczyla prezent (rózowego laptopa) to nie chciala isc do przedszkola! Ala ją przekonalam, wystroilam w piekną suknię i pojechalysmy! Dzieci pieknie udekorowaly sale na jej swieto i zaspiewaly jej norweskie 100 lat na wejscie:) Lala znow robila podkówkę, jak wychodzilam. Obiecala mi, ze nie bedzie plakac ale widze, jak jeszcze jest smutna... Serce mi pęka. Do tej pory bylysmy nierozlaczne, cięzko nam sie ze soba rozstawac i kazdego dnia czekam, kiedy bede mogla juz po nią pojechać. Wiem, ze ona tez na mnie czeka, dlatego zawsze jestem za wczesnie. Dzis Hanne Marte prosila, aby odebrac LALE pozniej niz zwykle, bo popoludniu beda swietowac jej urodzinki. Beda lody, ciastka, chrupki:-)
Fajne to jej przedszkole:-)

ps. Dzis zaczepila mnie dyrektorka i zapytala... czy nie chcialabym z nimi pracowac:)
tfu tfu tfu, zeby nie zapeszyc... Ale fajnie by bylo!!!

Po poludniu mamy bal w domku... Przyjdzie Dawidek, Adrian, Julcia, Bardia, Martynka, Piotrus i Wiktorek. I nasza kochana Paulinka przylatuje specjalnie dla Lali!!! Zmykam piec ciasta;-)



Milosc zaczyna sie wtedy, gdy szczęcie drugiego czlowieka staje sie ważniejsze, niz Twoje...

Imprezka w Landmarku!

Zapomnialam, w sobote mielismy ipreze w Landmarku dla Stein Inge i Silie, który odchodzą z Kunsthallen. (Stein Inge tylko oddal szefowanie w Landmarku i zająl czym innym w galerii) Bylo zajebiscie!!! Na poczatek beczki piwa i wina do pysznego jedzonka (kazdy przyniosl cos pysznego, stoly sie uginaly) Moja ryba po grecku i ciasto z makiem byly przebojem, choc norwegowie nieco obawiali sie sprobowac opium buhahahah... Pozniej oblęzenie baru (każdy stawial kazdemu to co mu akurat przyszlo do glowy hehe) Ja uczylam ich pic żubróweczkę of course, z ogoreczkiem i kroplą soku jablkowego... Tom wybral beherowkę, Henrik imbirówke popijaną dla odmiany drinkiem (wow!!!) Lene aquavit itd itd takze nietrudno sobie wyobrazic, jaka po chwili mielismy faze... W miedzyczasie przewijaly sie przesmieszne konkursy... Najbardziej podobalo mi sie, jak w kilkuosobowych grupach mielismy zaspiewac "Jolene" Doly Parton

Nigdy wczesniej tego nie slyszalam... To naprawde piekny kawalek...
http://applejack.wrzuta.pl/film/9XoULYDVzN/jolene_-_dolly_parton


Dostalismy scene z profesjonalnym oswietlenie, naglosnieniem i instrumentami do dyspozycji... Bawilismy sie zajebiscie!
Wygrala druzyna Toma, ktora zmienila slowa odpowiednio do sytuacji i przygotowali inscenizacje slowno muzyczna w iscie thillerowej scenerii. Nagrodą bylo... obrzydliwie slodkie peach three do bólu bleeeeeeee Byli bardzo dzielni i żlopali ostro... ciekawa jestem, kto pierwszy puscil pawia hahahah Jaka ja im bylam wdzieczna, ze to oni wygrali!!!
Okolo 3 zadzwonilam po Krzysia bo czulam sie jak lotniskowiec, reszta wiary bawila sie do 6!!!
To jest ekipa!
Ciesze sie, ze tam trafilam, fajnie sie pracuje z tak pozytywnie zakręconymi ludzmi.

czwartek, 21 sierpnia 2008

Mój przedszkolaczek!!!


Moja księżniczka chodzi do przedszkola!!!
Sama w to nie wierzę ale to prawda:-) Przedszkole ma cudowne, Panie-ciocie cieple, mądre i w ogóle rewelacyjne... Od piewszego dnia uczą się pilnie polskiego, żeby na początku dogadywac się z Lalą:-)
W piątek bylysmy pierwszy dzien, tylko na 2 godzinki i caly czas razem, zeby Lala sie oswoila a ja zobaczyla jak wyglada dzien w przedszkolu. Drugiego dnia Lala zostala na godzinke sama, jednak byla bardzo smutna i przyjechalam po nia. Trzeciego dnia pamietala dzien poprzedni i nie wypuscila mnie w ogóle, wiec spedzilam w lesie z gromadką 22 dzieci caly dzien:-) za to w srodę wbiegla rano do sali a mnie kazala isc do pracy heh... Te kilka godzin lazilam po domu jak oblakana, nie moglam sobie znalezc miejsca. Gdy po nią pojechalam, zastalam ją przeszczęsliwą na placu zabaw!!! Kamien spadl mi z serca a jej zachwycona buzia się nie zamykala. Na dowidzenia ukochala nawet swoje Panie:)
Za to dzis chyba sie nie wyspala, a my (odwiozlam ja z Kamilą) przeciągalysmy pozegnanie, bo dzieciaczki mialy bardzo fajne zajecia i Lala się rozplakala, jak powiedzialam, ze musze isc:-( Hanna Marta powiedziala, zebym sie nie martwila, ona zajmie się Lalą. Wstalam wiec, i nie ogladajac sie za siebie wyszlam... I to bylo najgorsze pięć metrów w moim życiu. Serce mi sie rozdzieralo bo za sobą slyszalam placz mojego skarba. Jeszcze nigdy nie czulam takiego żalu, mialam wrazenie, ze padne zanim dotre do drzwi. Jak robot zeszlam na dól i stalam dluzsza chwile kompletnie zamorczona. Po chwili dotarlo do mnie, ze jej placz ucichl, mimo to czulam sie strasznie i dlugo trwalo, zanim sie pozbieralam. Dopiero po telefonie z przedszkola, że juz zupelnie sie uspokoila zlapalam glębszy oddech. I żeby zagluszyc wyrzuty sumienia kupilam jej 2 torby ciuchów, zabawek i slodyczy... Popoludniu, jak po nią przyjechalam siedziala zadowolona kolo Pani i wcinala owoce:-)
Mimo wszystko nigdy nie zapomnę tego dnia...
Już zaczelam miec watpliwosci. Czy nie jest za malutka, czy nie lepiej jej ze mna w domu... Z drugiej strony widzialam, jak dzieciaki tam czują się swietnie. Jakie mają fantastyczne gry i zabawy, codzienne wycieczki na 4 godziny w góry!!! Cóż ja jej moge zaoferowac w domu, szczególnie jesienia i zimą. Widze, ze po tych kilku dniach coraz wiecej opowiada o przedszkolu, podoba jej sie i chce tam wracać. A w dodatku podsluchalam dzis, jak podczas zabawy z Kornelem nagle zaczęla wolac go po norwesku!!! Krzysiek spytal ja co to znaczy a ona na to: tak dzieci w moim przedszkolu mnie wolają:-D
Pękam z dumy!!!